dla Zosi, na potem...

20 lipca 2009

Deszczowa droga na wczasy

Wstaliśmy w nocy, mama i ja ubraliśmy się, pożegnaliśmy się z dziadkami i zabraliśmy Cię do samochodu.
Już wtedy zaczął padać deszcz, ale pomyślałem sobie, że troszkę popada i przestanie.
Jak się później okazało strasznie się pomyliłem, bo padało całą drogę. Czasami mocniej czasami słabiej, ale padało bez przerwy.
Tak więc jechało się fatalnie, na szczęście większość drogi przespałaś i obyło się bez większych rewelacji. Po drodze, jak już zrobiło się jasno, coś za oknem błysnęło i pewnie niedługo listonosz, ten sam który przyniósł Ci sandały, przyniesie mi mandat do zapłacenia.
Ale nic to, w ogóle się tym nie przejmuje.
Najważniejsze, że po prawie ośmiu godzinach jazdy dojechaliśmy do Mielna.
A na miejscu przywitał nas deszcz, a potem jak wyszliśmy na spacer to ten sam deszcz zaczął padać tak mocno, że ja i mama trochę przemokliśmy.
Ciebie na szczęście udało nam się uratować przed deszczem.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza