dla Zosi, na potem...

24 sierpnia 2009

- Zosia, otwórz bramę.

Jak w każdą sobotę miałem troszkę roboty na podwórku. A to trawę trzeba ściąć, żywopłot przystrzyc i takie tam podwórkowe porządki.
A w tą sobotę dodatkowo miałem jeszcze wywieźć butelki plastikowe i szkło do kontenerów, które stoją niedaleko od domu. Zawsze wtedy zabieram Cię ze sobą, bo tłuczenie szkła to niezła frajda.
Ale akurat w tą sobotę przyjechała do nas babcia Hela i zamiast jechać ze mną, zostałaś z babcią i zrywałyście stokrotki z nieskoszonego jeszcze trawnika.
Ja w tym czasie zapakowałem do samochodu worek z plastikami i duży kubeł ze szkłem (butelki i stare słoiki) i podjechałem samochodem pod bramę.
- Otworzysz mi bramę? – Zapytałem Cię przez otwarte w aucie okno.
- No pewnie – krzyknęłaś i podbiegłaś do bramy.
Jak tylko otworzyłaś bramę to podjechałem kawałek i otworzyłem okno z drugiej strony auta.
- Zamknij bramę jak wyjadę – powiedziałem.
- A po co? Przecież zaraz będziesz wracał – powiedziałaś bez wahania i pobiegłaś do babci.

No tak – pomyślałem sobie - przecież nie będziesz latać na każde moje zawołanie.
I pojechałem, bo co tak będę stał pod bramą oniemiały.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza