dla Zosi, na potem...

12 sierpnia 2009

Opowiadanie bajek

Zawsze lubiłem opowiadać Ci bajki. Pewnie dlatego, że nigdy nie wiadomo jak się ona potoczy i skończy. A wszystko dzięki Tobie i twoim „dodatkom”.
Teraz postaram się napisać jak wygląda nasze bajek opowiadanie. Podpowiem Ci tylko, że ta bajka została wymyślona przez nas na plaży w Mielnie.

- Tatusiu opowiesz mi bajkę? – Zapytała Zosia.
- No pewnie, że powiem – odparłem. – A o czym mam opowiedzieć?
- O Królu i koniku Garbusku jak pojechali nad morze i spotkali trolla – szybko dodałaś.
- No dobrze – odparłem.

Pewnego razu konik Garbusek pobiegł do Króla i zapytał go czy nie wybrałby się z nim nad morze, troszkę popływać i poopalać się. Królowi od razu spodobał się ten pomysł i zaraz też nakazał aby przyniesiono mu plecak z ręcznikiem, kocem, kanapkami i piciem.
Po chwili byli gotowi do wyjścia.
Król wskoczył na konika. Garbusek zadzwonił podkowami o bruk, tak że iskry posypały się na boki i ruszył z kopyta przez wielką bramę zamku.
Biegli przez pola i łąki tak szybko, że tylko wiatr mógł im dorównać.
Przebiegli tak kawałek łąki, aż dobiegli do lasu.

- W lesie były wilki – dodałaś.
W lesie były wilki, ale właśnie spały i król razem z konikiem Garbuskiem mogli po cichutku przejechać.
- Nie wilki nie spały – znowu dodałaś – tylko stały na drodze.
W lesie były wilki i na nieszczęście podróżników stały na drodze szczerząc zęby. Konik stanął dęba, a wtedy Król powiedział do wilków.
- Zejdźcie lepiej z drogi, bo inaczej posmakujecie mojego miecza – powiedział król wyciągając swój miecz.
Wilki uciekły w popłochu i więcej się nie pokazały.

- Konik Garbusek i król są odważni i nie boją się wilków – powiedziałaś.
- No pewnie, że się nie boją – dodałem.
Król schował miecz i ruszyli dalej.

Biegli dalej przez las, a po kilku krokach znaleźli się za lasem u podnóża gór.
Wbiegli szybko na wąskie, górskie ścieżki. Kurz i kamienie sypały się z pod kopyt biegnącego Garbuska.
Konik nagle zwolnił, bo zbliżali się do przepaści której brzegi łączył most. A przed mostem stał wielki troll.

- Troll był mały – dodałaś.
Przed mostem stał mały troll. Jak tylko Król z konikiem zbliżyli się do mostu troll zagrodził im drogę i powiedział:
- Ten kto chce przejść przez most, musi zapłacić dwie złote monety.
- Ale ja jestem królem i to jest moje królestwo – powiedział Król – lepiej zejdź nam z drogi trollu.
- Nie przepuszczam nikogo bez opłaty. – Powiedział troll, wyciągnął swoją maczugę i spojrzał groźnie na króla.
Król wyciągnął miecz i zaczął grozić trollowi.

- Nie to konik Garbusek pogonił trolla – wtrąciłaś.
Konik Garbusek uniósł wysoko kopyta i tak mocno uderzył nimi o kamienie, że aż echo się poniosło, a z pod podków posypały się iskry. Troll odskoczył wystraszony i uciekł gdzie pieprz rośnie.

Po przejściu przez most i zejściu z góry król i konik w końcu dotarli do morza. A tam mogli się już w końcu poopalać.

- Ale muszą jeszcze przecież zjeść kanapki i wypić picie – szybko dodałaś.
No tak, najpierw rozłożyli koc, potem zjedli kanapki, a potem poszli się kąpać i mogli się w końcu poopalać.

I to już koniec bajki o Królu, koniku Garbusku i trollu i ich wyprawie nad morze.


Jestem pewien, że jeszcze nie jedną bajkę wymyślimy wspólnie.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza