dla Zosi, na potem...

29 września 2010

W parku dinozaurów

Niedawno zabraliśmy Cię z mamą do parku dinozaurów, żeby pokazać jak naprawdę wyglądały dinozaury i jakie były wielkie. Park znajdował się w niewielkiej miejscowości Krasice niedaleko Opola.
Jak tylko weszliśmy do środka, to od razu wynajęliśmy mały pojazd w kształcie dinozaura, żebyś miała wygodnie. A poza tym okazało się, że park jest naprawdę olbrzymi i wiedzieliśmy z mamą, że bez tego wózka, trzeba będzie Cię nosić na rękach, a wtedy wszyscy byśmy się niepotrzebnie zmęczyli.
Spędziliśmy w parku parę godzin i oglądaliśmy naprawdę olbrzymie dinozaury. Kilka z nich było tak wielkich jak nasz dom. A wszystkie, bez wyjątku, wyglądały jak prawdziwe.
Ale i tak największe wrażenie na Tobie wywarł plac zabaw, który też był bardzo duży i było tam wiele różnych atrakcji. Spędziliśmy tam chyba dwie godziny. I nie wiem czy ten plac zabaw nie był o wiele lepszy od tych wszystkich dinozaurów.

Bawiliśmy się doskonale i pewnie jeszcze tam kiedyś pojedziemy, bo można tam bardzo miło spędzić czas.










2 września 2010

Nie wolno pytać dzieci...

Wczoraj byłaś pierwszy dzień w przedszkolu po wakacjach.
Jak tylko wróciłem z pracy, zacząłem Cię wypytywać o to, jak tam było. Pytałem kilka razy i za każdym razem odpowiadałaś, że fajnie.
Po obiedzie bawiliście się z Mateuszem i Bartkiem w Twoim pokoju. Wtedy mama podeszła do mnie i powiedziała po cichu, że nie powinno się pytać dzieci o to jak było w przedszkolu, bo to może przywoływać niedobre wspomnienia i zniechęcić dzieci do chodzenia do przedszkola.
Przeczytała to w jakimś artykule. I naprawdę mówiła do mnie bardzo cicho.
Wieczorem pojechaliśmy do babci Heli. Razem z nami pojechał Mateusz. Jak tylko przyjechaliśmy to poszliście oglądać bajki w dużym pokoju, a ja i mama siedzieliśmy z Martą w kuchni i rozmawialiśmy o różnych sprawach.
Niedługo też przyszła babcia i poszła zobaczyć co tam robicie w pokoju. Zaczęła też wypytywać Cię o to jak tam dzisiaj było w przedszkolu.
Na co Ty, bardzo szybko jej odpowiedziałaś, że nie wolno dzieci pytać o to jak było w przedszkolu!

Jedno trzeba Ci przyznać słuch to ty masz...

1 września 2010

Zdjęcia z sierpnia

W tym miesiącu tylko pięć ciekawych zdjęć.

30 sierpnia 2010

Masz już cztery lata!

Trzynastego sierpnia skończyłaś cztery lata. Z tej okazji zorganizowaliśmy imprezkę i zaprosiliśmy gości. Był też ogromny tort, a na nim cztery świeczki, które udało Ci się zdmuchnąć za pierwszym razem. Dostałaś mnóstwo prezentów i słodyczy.
Co prawda troszkę padało, ale na szczęście było ciepło. Zresztą nie padało długo i mogliście się bawić na podwórku. Tego dnia największą atrakcją była zjeżdżalnia i zjazd tyłem. Na dole stał ktoś dorosły i pilnował, żebyście nie zrobili sobie krzywdy. Było wesoło.
Potem Tomaszek robił bańki, a wy staraliście się je wszystkie połapać. Wiatr, co prawda, wam tego nie ułatwiał, ale i tak większość baniek utrzymywała się w powietrzu maksymalnie kilka sekund.

To był naprawdę udany dzień i wszyscy dobrze się bawili.
A mama i ja życzymy Ci kochanie wszystkiego co najlepsze, zdrowia i spełnienie wszystkich marzeń. Nawet tych których jeszcze nie masz...

31 lipca 2010

Zdjęcia z wakacji

Pożegnanie z morzem

Wszystko co dobre kiedyś się kończy. Nasze wczasy nad morzem, niestety też. Dwa tygodnie przeleciały jak z bicza strzelił. Ale najważniejsze, że dobrze się bawiliśmy i będziemy mieli co wspominać.

Jak świeciło słonko, to siedzieliśmy na plaży. Jak padał deszcz to zwiedzaliśmy różne miejsca i kręciliśmy się po okolicy. Odwiedziliśmy chyba wszystkie place zabaw, które znajdowały się w promieniu dwóch kilometrów, a niektóre to nawet i dalej. Najedliśmy się lodów i gofrów. Przeszliśmy obok tysiąca straganów, budek, kramów i innych namiotów, w których można było kupić chińszczyznę.
Zrobiliśmy wiele kilometrów spacerując tu i tam. Ty zrobiłaś ich dużo mniej, bo większość czasu siedziałaś na ramionach mamy lub moich i licznik Ci się nie kręcił.
Poznałaś wiele nowych koleżanek i kolegów, z którymi bawiłaś się na podwórku.

Było tak fajnie, że w ostatni dzień naszych wczasów, kiedy poszliśmy pożegnać się z morzem, nie mogłaś powstrzymać łez i płakałaś z tęsknoty za nim.

Ale nie ma co się smucić, bo na pewno jeszcze nie raz przyjedziemy nad morze.

23 lipca 2010

Nie ma wody

Większość dni na wakacjach spędziliśmy na plaży. Kąpaliśmy się w morzu, opalaliśmy się w słońcu i bawiliśmy się w piasku.
Ten dzień nie różnił się niczym od innych. Było słonecznie i ciepło. Delikatny chłodny wiaterek szalał nad parawanem, a my siedzieliśmy na piasku i budowaliśmy zamki.
Potem przyszła kolej na kopanie dziur w piasku i zakopywanie Twoich nóg. Jak już były zakopane, to zaczęliśmy polewać je wodą z wiaderka, żeby je schłodzić i opłukać z piasku.
Woda szybko się kończyła i często musiałem zasuwać na brzeg i przynosić pełne wiaderko chłodnej, morskiej wody. Po którymś tam kursie z kolei wylałem całą wodę do dziury, w której trzymałaś nogi. Odstawiłem puste wiaderko.
Po chwili cała woda wsiąknęła w piach.
- Tati! - krzyknęłaś. - Nalej wody, bo już nie ma.
- Nie ma już wody - odpowiedziałem zaglądając do wiaderka.
- Gdzie!? - zdziwiłaś się. - W morzu!?!

19 lipca 2010

Lana niedziela

To była bardzo słoneczna niedziela. Tego dnia również były urodziny dziadka Mietka. Przyjechał do nas Jakub z rodzicami i jedliśmy obiad na dworze.
Było tak gorąco, że biegaliście po podwórku w samych majtkach.
Z tego co pamiętam, to zaczął Jakub i oblał dziadka wodą z wiaderka. A dziadek długo się nie zastanawiał. Szybko rozebrał się i został w samej koszulce i majtkach.
Potem w te pędy pobiegł do beczek z wodą, która w normalnych warunkach służy do podlewania kwiatów. Ale wtedy z racji wyższej potrzeby, woda miała posłużyć do podlewania dzieci.
No i się zaczęło. Woda z wiader i wiaderek lała się litrami. Chłopaki z Tobą atakowali dziadka, a Ten w pojedynkę bronił się jak lew, miotając wodę na lewo i prawo.
Po kilku chwilach wszyscy byli mokrzy, zadowoleni i orzeźwieni przez dwieście lirów chłodnej wody.

Zabawa była przednia, tylko kwiatów nie było potem czym podlać.





6 lipca 2010

Zapalniczka

Niedawno przybiegłaś do mnie do kuchni z zapalniczką, którą znalazłaś w sypialni.
Poprosiłaś, żebym ją zapalił, bo chciałaś zdmuchnąć płomień.
Akurat stałem przy stole i kucnąłem przy nim.
- Ale wiesz, że małe dzieci nie mogą się same bawić zapalniczkami i zapałkami. – Powiedziałem.
- Tak, ale ty mi zapalisz, a ja zdmuchnę – szybko odpowiedziałaś.
Zapaliłem więc zapalniczkę i pojawił się płomień, który udało Ci się zdmuchnąć za trzecim razem.
- Jeszcze raz zapal. Proszę. – Poprosiłaś, robiąc tą swoją proszącą minkę.
- A jak od zapalniczki zapali się obrus? – zapytałem – A potem stół, a potem nasz dom. To gdzie wtedy będziemy mieszkali?
- U sąsiadów – odparłaś bez zastanowienia.

3 lipca 2010

Zdjęcia z czerwca

Tak sobie pomyślałem, że zacznę zamieszczać Twoje zdjęcia. Ale tylko te najładniejsze, wybrane z poprzedniego miesiąca.
Dzisiaj 12 zdjęć.