dla Zosi, na potem...

31 lipca 2010

Pożegnanie z morzem

Wszystko co dobre kiedyś się kończy. Nasze wczasy nad morzem, niestety też. Dwa tygodnie przeleciały jak z bicza strzelił. Ale najważniejsze, że dobrze się bawiliśmy i będziemy mieli co wspominać.

Jak świeciło słonko, to siedzieliśmy na plaży. Jak padał deszcz to zwiedzaliśmy różne miejsca i kręciliśmy się po okolicy. Odwiedziliśmy chyba wszystkie place zabaw, które znajdowały się w promieniu dwóch kilometrów, a niektóre to nawet i dalej. Najedliśmy się lodów i gofrów. Przeszliśmy obok tysiąca straganów, budek, kramów i innych namiotów, w których można było kupić chińszczyznę.
Zrobiliśmy wiele kilometrów spacerując tu i tam. Ty zrobiłaś ich dużo mniej, bo większość czasu siedziałaś na ramionach mamy lub moich i licznik Ci się nie kręcił.
Poznałaś wiele nowych koleżanek i kolegów, z którymi bawiłaś się na podwórku.

Było tak fajnie, że w ostatni dzień naszych wczasów, kiedy poszliśmy pożegnać się z morzem, nie mogłaś powstrzymać łez i płakałaś z tęsknoty za nim.

Ale nie ma co się smucić, bo na pewno jeszcze nie raz przyjedziemy nad morze.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza